Krzysztof Krajniewski – „Życzę zarówno trenerowi, jak i kibicom Sokoła, żeby w końcu byli częścią PLK”

ptg

Krzysztof, wracasz do gry na pierwszoligowych parkietach po ciężkiej kontuzji pleców. Jeszcze do niedawna borykałeś się z innym drobnymi urazami , powiedz jak wygląda teraz Twoje zdrowie i forma fizyczna?

 

 Wydawałoby się w sierpniu, że wszystko, co złe, jest już za mną. Niestety, po każdym zabiegu zdarzają się skutki uboczne. Przepracowałem z drużyną sierpień, jednak chyba zbyt szybko wszedłem na najwyższe obroty i odczułem to w kolanach. Trenuję z zespołem, dodatkowo jeżdżę do fizjoterapeutów. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby dojść do jak najwyższej formy, jednak jestem świadomy, że to może jeszcze trochę potrwać. Mimo wszystko cieszę się, że jestem z drużyną, jestem z nią na meczach i w choć malutkim stopniu mogę ich wesprzeć.

Nie mieliśmy jeszcze zbyt wiele okazji, aby o tym porozmawiać, więc może teraz…Jak podoba Ci się w Łańcucie, czy już poczułeś się tutaj jak u siebie, czy może jeszcze się aklimatyzujesz?

 

Łańcut to fajne miasteczko do spokojnego życia, do skupienia się na treningu. Mam fajne mieszkanie, bardzo blisko do parku, gdzie często spaceruję z żoną i z psem. W każdej chwili można podskoczyć do Rzeszowa. W Łańcucie bywałem dość często, choćby podczas starć ligowych z byłą drużyną z Gdyni, czy też prywatnie na spotkaniach półfinałowych, czy finale 1 ligi. Moja żona pochodzi z Tarnobrzega, więc mieliśmy blisko.

Krzysztof, powiedz nam, jak to się stało, że trafiłeś do drużyny Sokoła? Ostatni sezon upłynął Ci pod znakiem kontuzji. Czy były jeszcze inne propozycje gry w innych klubach?

 

Trener Kaszowski od kilku sezonów widział mnie w swojej drużynie. Zawsze było tak, że albo pojawiała się jakaś propozycja z ekstraklasy, czy też przed rokiem z Krosna, gdzie był konkretny cel – awans. W te wakacje wiedziałem, że nie mam co liczyć na PLK, pojawiło się kilka propozycji z 1 ligi. Decyzja, żeby podpisać w Łańcucie była jednak szybka. Dla mnie liczyły się fakty. W Sokole odbudowało się wielu zawodników. Klub zawsze jest w czołówce ligi, mimo, że na papierze może nie zawsze jest faworytem. Trener Kaszowski jako pierwszy wyciągnął do mnie rękę, za co jestem mu bardzo wdzięczny.

Krzysztof, powiedz jak podoba Ci się drużyna, jaką na ten sezon zbudował trener Kaszowski? Przez wielu znawców jesteście postrzegani jako faworyt do awansu, a Ty jak to widzisz?

 

Drużyna jest naprawdę ciekawa. Jest przede wszystkim wszechstronna, praktycznie każdy może zagrać na dwóch pozycjach, przez co w rotacji może być wiele rozwiązań. Jest tu wielu graczy, którzy podobnie jak ja, chcą się odbudować, czy też zwyczajnie ograć i ponownie złapać radość z gry. Każdy ma wspólny cel, aby zajść jak najwyżej i wygrać 1 ligę. Kilku z nas chciałoby kiedyś powrócić do ekstraklasy. Może uda się to nam wszystkim teraz? Bardzo o tym marzę.

Jak przedstawił Ci trener Twoją rolę w drużynie przed sezonem? Mówił o co walczymy i jakie są plany na ten rok ?

 

Trener mówił przed sezonem, że widzi mnie głównie na czwórce. Jeśli chodzi o plany na ten sezon – celem jest półfinał. Jeśli tam dotrzemy, to pewnie i apetyt na coś więcej wzrośnie. Indywidualnie każdy z nas bez dwóch zdań chciałby zostać mistrzem zaplecza ekstraklasy.

Miałeś okazję zakosztować nieco ekstraklasowej koszykówki, znasz również dobrze tę pierwszoligową. Czy Twoim zdaniem obie te ligi dzieli przysłowiowa przepaść? Graliście kilka sparingów przed sezonem z Siarką, Lublinem, Krosnem….. przepaści nie było widać!?

 

Między czołowymi zespołami 1 ligi, a dołem tabeli PLK, nie ma aż takiej przepaści. Wiadomo, że często obcokrajowcy robią tę różnicę, zwłaszcza czarnoskórzy, którzy naturalnie są lepsi motorycznie, są szybsi. Gra w ekstraklasie jest szybsza, bardziej fizyczna, nie ma może aż tak dużej przepaści jak niekiedy między górą, a dołem tabeli 1 ligi. W ekstraklasie częściej wyniki oscylują wokół remisu, trzeba być na maksa skoncentrowanym, bo nawet jeden mały błąd, może zaważyć o zwycięstwie. Na pewno w niektórych miastach z wielką koszykarską historią, atmosfera podczas meczów jest inna, większą wagę przywiązuję się do całej otoczki meczowej, do marketingu itp.

 

Kibice w Łańcucie to najbardziej doświadczona, pierwszoligowa publiczność w Polsce. Nieprzerwalnie 12 lat w pierwszej lidze na wysokim poziomie. Widzieli już brązowe medale, widzieli srebro. Brakuje im tylko do pełni szczęścia złotego krążka, za to wielkie wsparcie, jakim obdarzają ten klub przez lata. Myślisz, że w małym mieście Łańcut jest to możliwe? Czy awans do PLK jest realny?

 

Oczywiście, że jest możliwe. I powiem nawet, że obserwując naszą ekstraklasę, wydaje się, że mniejszym miejscowościom jest łatwiej. Kluby z małych miejscowości mogą liczyć na większe wsparcie z budżetu miasta. Miasto w ten sposób inwestuje w promocję i zapewnia rozrywkę swoim mieszkańcom. Ogromy problem we współpracy na linii klub-miasto mają np. Warszawa, czy też Wrocław. Są to miasta, gdzie króluje piłka nożna. Wiadomo, że miasto nie powinno wiecznie wspierać zwłaszcza prywatnych spółek, jednak jeśli klub sprawia mieszkańcom wiele radości, jest świetnie zorganizowany, utrzymuje się w lidze, to nie powinno być potem problemów ze znalezieniem innego źródła sponsorowania. W Łańcucie są ludzie, którzy spokojnie udźwignęliby ciężar gry w ekstraklasie. Trener Kaszowski spokojnie by sobie poradził. Życzę zarówno jemu, jak i kibicom, żeby w końcu byli częścią PLK. Może i hala jest tutaj mniejsza w porównaniu do niektórych klubów, ale chociaż byłaby wypełniona po brzegi, byłaby atmosfera, chociażby jak w Kutnie, czy Ostrowie Wielkopolskim. Chyba każdy kibic już tęskni za pojedynkiem derbowym z Krosnem J

Kto według Ciebie jest Waszym najpoważniejszym rywalem w tym sezonie. Jak do tej pory wskazywana przez wszystkich Legia zawodzi, natomiast zaskakuje pozytywnie Spójnia. Jak Ty to widzisz?

 

Spójnia zaskakuje pozytywnie i na pewno nie można jej zlekceważyć. W 8 kolejce jedziemy do Warszawy. To trudny teren, ale jak pokazuje ostatnie starcie ze Spójnią, wszystko może się zdarzyć. W Warszawie mieli ostatnio problemy kadrowe, niezbyt dobrze wyglądali pod koszem. Może ciąży na nich presja awansu? Nie wiem, ciężko mi ich osądzić. Gliwice, Prudnik, czy Tychy cały czas się mocniej ze sobą zgrywają, robią postępy w grze. Te wszystkie wspomniane wyżej drużyny moim zdaniem nie powinny mieć problemu z awansem do play off.

Na zakończenie powiedz czego możemy CI życzyć zarówno zawodowo, jak i prywatnie ?

 

Zdrowia, zdrowia, zdrowia i jeszcze raz cierpliwości J

 

Dzięki za rozmowę –  Łukasz Burda

Grafika: Marcin Jaworski / Creativium

fot: Krzysztof Kapica